Polecane Strony:

mzbkancelaria.pl - kancelarie prawne Poznań
bovameble.pl - Meble Forte
obsluga-ksiegowa.pl - biura księgowe Wrocław
tioman.pl - znaki aktywne
vademecumtax.pl - rachunkowość Poznań
Zapraszamy.
A A A

Anna Karenina - część dziesiąta

 

 

 

Po wszystkich pokojach willi chodzili teraz stróże, ogrodnicy i lokaje, wynoszący rzeczy. Szafy i komody były pootwierane. Dwa razy biegano do sklepiku po powrozy. Na podłodze leżały gazety do pakowania. Dwa kufry, worki i zesznurowane pledy zniesiono już na dół, do przedpokoju. Kareta i dwie dorożki stały pod gankiem. Anna, która zajęta pakowaniem pozbyła się wewnętrznego niepokoju, układała właśnie na stole w swoim gabinecie rzeczy w podróżnym worku, gdy Annuszka zwróciła jej uwagę na turkot zajeżdżającego powozu. Anna spojrzawszy w okno, zobaczyła, że to kurier od męża dzwoni do drzwi frontowych.
— Idź i dowiedz się, o co chodzi — rzekła spokojnie, przygotowana na wszystko, i usiadłszy w fotelu złożyła na kolanach ręce. Lokaj przyniósł gruby list adresowany własnoręcznie przez Aleksego Aleksandrowicza.
— Kurier ma polecenie zaczekać na odpowiedź — powiedział służący.
— Dobrze — odrzekła Anna i skoro tylko została sama, trzęsącymi się palcami rozerwała kopertę. Wypadła z niej paczka niezgiętych banknotów w opasce. Anna wyjęła list i zaczęła go czytać od końca. „Poczyniłem przygotowania do przenosin, przypisuję specjalne znaczenie wypełnieniu mojej prośby — przeczytała. Przebiegła list wstecz dalej, przeczytała wszystko, a potem raz jeszcze cały list od początku. Gdy skończyła, poczuła dotkliwe zimno i wiedziała już, że zwaliło się na nią tak straszne nieszczęście, jakiego się nie spodziewała.
Rano żałowała tego, co powiedziała mężowi, i pragnęła, aby te słowa były jeszcze jakby nie wymówione, i oto list uznawał słowa za niebyłe i dawał jej to, czego pragnęła. A wszakże teraz list ten wydawał się jej okropniejszy niż wszystko, co mogła sobie wyobrazić.
„Ma rację, ma rację — powtarzała w myśli. — Oczywiście. On ma zawsze rację, ten chrześcijanin, ten wspaniałomyślny człowiek! Ach, jakiż on nikczemny, jaki wstrętny! I tego nikt poza mną nie rozumie i nie zrozumie, a ja tego wytłumaczyć nie potrafię. Powiadają: religijny, moralny, uczciwy, rozumny człowiek, ale nie dostrzegają tego; co ja widziałam. Nie wiedzą, jak przez osiem lat dławił moje życie, dławił wszystko, co było we mnie żywe, i ani razu nie pomyślał o tym, że jestem żywą i potrzebującą miłości kobietą. Nie wiedzą, jak obrażał mnie na każdym kroku, jaki był zadowolony z siebie. Czyż nie starałam się, nie starałam ze wszystkich sił znaleźć usprawiedliwienie dla swego życia? Czyż nie próbowałam kochać go, a nie mogąc kochać męża, czyż nie kochałam synka? Lecz nadszedł czas i zrozumiałam, że nie mogę się dłużej okłamywać, zrozumiałam, że jestem żywa i nie winna temu, że Bóg mnie taką stworzył, jaka jestem — spragnioną życia i miłości, -- I cóż się dzieje teraz?... Niechby lepiej mnie zabił i jego zabił.. Zniosłabym wszystko, wszystko bym przebaczyła... Ale nie... On...
„Że się też nie domyśliłam, co on zrobi. Oczywiście — to, co jest w zgodzie z jego nikczemnym charakterem. Słuszność będzie po jego stronie, a mnie — już i tak zgubioną — zepchnie on jeszcze niżej, jeszcze głębiej... „Pani sama. może sobie wyobrazić, jaki los oczekiwałby panią i jej syna — przypomniały się Annie słowa listu. „To groźba, że zabierze mi syna, i zapewne to jest na mocy jakiegoś ich głupiego prawa dopuszczalne. Wiem dobrze, po co on mi to mówi. Nie wierzy w moją miłość dla synka albo ją lekceważy (zawsze przecie ze mnie żartował), ale wie, że synka nie opuszczę,, że go opuścić nie mogę; że bez niego nie ma dla mnie życia, nawet z tym, kogo kocham. Wie poza tym, że jeśli porzucą synka i ucieknę od męża, postąpię jak najpodlejsza, najwstrętniejsza kobieta. Wie o tym, wie, że nie będę w stanie tego uczynić.
„Życie nasze winno toczyć się tak jak dotychczas — przypomniała sobie inne zdanie listu. „Życie to było i dotąd udręką, a w ostatnich czasach — wprost potwornością. Jakież będzie ono teraz? On to wszystko wie. Wie, że nie mogę odczuwać skruchy za to, że wreszcie oddycham, że kocham, wie, że oprócz kłamstwa i oszukaństwa nic z tego nie wyniknie, ale chce mnie w dalszym ciągu dręczyć. Znam go i wiem, że jak ryba w wodzie, tak on pływa w kłamstwie i rozkoszuje się nim. Ale nie! Nie zrobię mu tej przyjemności, rozerwę pajęczynę fałszu, którą chce mnie omotać. Niech się dzieje, co chce... Wszystko jest lepsze od kłamstwa i oszustwa.
„Ale jak? Mój Boże! Mój Boże! Czy była kiedy równie nieszczęśliwa kobieta na świecie...
— Nie, ja tę sieć rozerwę, rozerwę! — wykrzyknęła zrywając się i tłumiąc łzy. Podeszła do biurka, by napisać do męża inny list, lecz w głębi serca wiedziała już, że nie będzie miała siły nic rozerwać, że nie zdoła zmienić swego dotychczasowego położenia, mimo że było ono pełne fałszu i nieuczciwe.
Siadła przy biurku, ale zamiast pisać oparła głowę na złożonych rękach i poczęła płakać zanosząc się łkaniem, . które wstrząsało całą jej piersią, tak jak płaczą dzieci. Płakała nad tym, że jej marzenie o wyjaśnieniu, o ustaleniu jej sytuacji zostało raz na zawsze rozbite. Wiedziała już, że wszystko zostanie po dawnemu, że nawet będzie znacznie gorzej niż dotychczas. Czuła, że ta pozycja w towarzystwie, którą posiadała, a którą jeszcze tego dnia rano lekce sobie ważyła, była jej droga, że nie będzie miała siły wymienić jej na hańbiące położenie kobiety, która porzuciła męża i syna i poszła za kochankiem. Czuła, że żaden wysiłek nie uczyni jej silniejszą, niż była w istocie. Nigdy nie wyzwoli się ze swą miłością i do końca pozostanie wiarołomną żoną, żyjącą pod ustawiczną grozą przyłapania, zdradzającą męża w hańbiącym

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 33 Następna »